W Polsce takiego zawodu nie ma…

W Polsce takiego zawodu nie ma…
Bycie trenerem w młodzieżowej koszykówce to na pewno nie jest zawód. Pieniądze, które zarabiamy mają się nijak w stosunku do poświęconego czasu, do wyrzeczeń. Ten “zawód” to czysta pasja. To w pewnym rodzaju MISJA, która nie ma końca!
W mojej ocenie są środowiska, takie jak kibiców, rodziców, sędziów, czasem nawet i działaczy, którzy nie zdają sobie sprawy, ile tak naprawdę trener musi poświęcić. Z iloma problemami na co dzień musi się zmagać… ile musi przeżywać emocji. Ale o tym za chwilę.
———————————————-
Poniedziałek to dzień, w którym pewnie trener rezerwuje transport na mecz wyjazdowy. A gdy gra u siebie, to dzwoni do pielęgniarki, aby była na mecz. Upewnia się, że właściciel hali nie wynajął obiektu i spokojnie może rozegrać spotkanie. 


Analizuje co można by jeszcze poprawić w grze swojej drużyny. Z reguły z przegranego spotkania. Pisze plan treningowy na cały tydzień. Rozmawia z zawodnikami i rodzicami.


Zadań jest sporo i każdy zorganizowany trener bez problemu sobie poradzi. Lecz jest jeszcze druga strona medalu pracy trenera, o której tak naprawdę niewiele osób wie. To EMOCJE! Emocje, z którymi musi sobie radzić, z którymi musi się uporać, które cały czas w nim buzują jeśli jest ambitny, jeśli mu naprawdę zależy na drużynie, a przede wszystkim jeśli czuje się odpowiedzialny za młodych zawodników.


Ostatnio rozmawiałem z sędzią Janem Delmanowskim na temat relacji sędzia – trener, ale również o emocjach, które są tutaj kluczowe podczas meczów. Z moich rozmów wynika, że mało szkoli się sędziów w aspekcie psychologii, relacji trener – sędzia. Takich szkoleń dotyczących emocji, w środowisku trenerskim praktycznie w ogóle nie ma.


O jakich emocjach mowa? 
O życiu w ciągłym stresie i pod presją.


Zdarza się, że grupa nie ma hali, bo nikt trenera wcześniej nie poinformował, że została wynajęta. A za kilka dni gramy ważne spotkanie… Choroby zawodników, kontuzje, którzy nie będą grać w najważniejszych spotkaniach. Na to wpływu nie mamy, ale mimo wszystko to przeżywamy! Do tego dochodzą rozmowy z rodzicami i ciągłe odpowiadanie na pytanie “dlaczego mój syn nie gra?”, “co musi zrobić, żeby więcej grał?”. Załatwianie w pośpiechu zaświadczeń lekarskich, bo zawodnikowi zapomniało się, że kończy mu się ważność. Nierzadko proszenie nauczycieli, aby dali szansę zawodnikowi na poprawę przedmiotu, aby zrozumieli nieprzygotowanie ucznia, bo dzień wcześniej mieli wyjazdowy mecz i wrócili późno.
Zdarza się też, że trenerzy szukają sponsorów dla swojej drużyny. A nierzadko są też i sponsorami swoich zawodników. Jeżdżąc z nimi do lekarzy, odwożąc do domów, czasem dokładając swoje prywatne pieniądze do obiadów na wyjazdowy mecz…


A przed meczem… niektórzy na szybko jeszcze kupują dla swojej i przyjezdnej drużyny wodę w Biedronce. Przy okazji rozmieniają pieniądze, aby mogli zapłacić sędziom. Rozkładają krzesła, przygotowują stolik sędziowski. Zbierają delegacje i przeprowadzają odprawę meczową.
Czasem ilość emocji, która jest przed meczem jest tak duża, że już podczas samego spotkania wystarczy jedna iskra, która spowoduje wybuch złości. Nieskuteczna akcja rozegrana przez zawodników może wywołać wybuch negatywnych emocji. “Niekorzystny” gwizdek wg trenera dodaje tylko oliwy do ognia. A słowa sędziego “zaraz otrzyma pani/pan technicznego”, z pewnością nie powodują uspokojenia u trenera.


Po przegranym meczu wielu trenerów myśli co mogłoby zrobić lepiej, jak pracować dalej… emocje wciąż siedzą w środku.


Gdzieś teoretycznie powinny się uwolnić i z reguły uwalniają się niestety na meczach. Skierowane są ku sędziom, ku zawodnikom… niepotrzebnie! Czasem trenerzy uwalniają je po meczach, np. paląc papierosy. Chwała temu kto potrafi emocje kontrolować.


Dlaczego o tym piszę⁉️
Trochę, aby środowisko rodziców, kibiców, sędziów zrozumiało nas trenerów. Zrozumiało nasze emocje, dlaczego takie one są.


Piszę, bo uważam, że szkolenia dla trenerów oraz sędziów powinny być również z psychologii. Powinny być warsztaty, jak współpracować?, jak tworzyć team building?, jak radzić sobie z emocjami swoimi, ale również i zawodników? 


Okręgowe Związku powinny pomagać trenerom. Nie chodzi o tworzenie sztucznych konferencji przedsezonowych. Jeden z trenerów – działaczy OZKosz mi kiedyś powiedział… “uczestniczę w konferencji tylko po to, żeby za licencje więcej nie płacić”! Niech te konferencje, niech te szkolenia będą użyteczne, aby podnosiły nie tylko poziom teoretyczny, ale również miały charakter warsztatów praktycznych.


Ile trener dostaje za tą misje? W zależności od grupy i ilości treningów w tygodniu. 700 złotych, czasem 1000, może są i tacy co mają 1200, 1500 miesięcznie? Za 4-5 treningów w tygodniu i mecz w każdy weekend. Czy może sobie zaplanować wyjazd z rodziną na weekend? Wypad na narty? Weekendowy wyjazd w góry? Teoretycznie może. Może zostawić drużynę i pojechać. Lecz misja wychowania młodych ludzi mu na to nie pozwala…

COMMENTS