RODZICE

Rodzice zawodników i reprezentacja Polski. Temat rzeka… i nie tylko na poziomie kadrowym, ale również i klubowym.

Prowadząc reprezentację kadetów spotkałem się z różnymi Rodzicami. W pamięci tak najbardziej to mam trzy sytuację. Pierwsza z nich była podczas Memoriału Olesiewiczów. Chyba pierwszy mecz i za naszą ławką kilku rodziców. Pierwsza kwarta i słyszę „pomocne rady” typu: „podaj”, „rzucaj”. Nie wytrzymałem wtedy podczas mecz podszedłem do kibiców-Rodziców i powiedziałem coś w tym stylu: – Drodzy Państwo, to zawodnicy będą decydować co będą robić na boisku. A Państwo mogą im tylko dopingować i wspierać.
Od tamtej pory nie było już takich sytuacji na trybunach. Tylko wspieranie… i to jakie. Ale o tym za chwilę.

Druga sytuacja miała miejsce w Szczecinie. Jestem na turnieju półfinałowym i chyba w drugim, albo w trzecim dniu zawodów dostaję telefon od jednego z ojców zawodnika i słyszę coś w tym stylu:
– Wie pan co? Dziwie się, że pan jest w Szczecinie. Mój syn gra tutaj drugi mecz. Jest najlepszym zawodnikiem. W pierwszym meczu rzucił, tutaj pada liczba jego punktów, a w drugim…

Nic się nie odzywam, bo nie wiem czy to żart, czy może program MAMY CIĘ! Słucham dalej…
– Mój syn gra najlepsze zawody, jest najlepszym zawodnikiem nie tylko drużyny, ale tutaj całego turnieju, a pan jest w Szczecinie. Zasługuje na powołanie, ale oczywiście rozumiem, wybrał pan Szczecin, bo jest tam świeższe powietrze…

No i trzecia sytuacja. Miała ona miejsce już na samych mistrzostwach. Muszę przyznać, że to co spotkało nas jako sztab szkoleniowy bardzo zaskoczyło. Od samego początku, do samego końca czuło się wsparcie Rodziców. Nie tylko wspierali swoich synów, ale wszystkich zawodników. Stworzyli niesamowitą grupę. Wspierającą się. Kibicującą. Byli częścią tej kadry! Mało tego… nigdy nie ingerowali w poczynania drużyny. Część chłopaków było bez swoich rodzin w Podgoricy, ale myślę, że chociaż po części mogli poczuć się jak w rodzinie własnie dzięki pozostałym rodzicom. Pewnego dnia młodzi zostali zaproszeni przez Rodziców na odpoczynek nad rzeką oraz na kolację. Rodzice zapłacili za wszystkich! WOW!
Dziękujemy!

Kiedy oglądałem mecze już po Mistrzostwach Europy i słuchałem hymnu Polski, to zastanawiałem się czy jest on grany z głosem…
Dzisiaj już wiem. Nie było ich może dużo, ale nie ilość się liczy a jakość. Oni ją stworzyli! Wielkie DZIĘKUJĘ dla Rodziców Parszywej 12-ki!

COMMENTS